"Pański stan nie jest taki jaki przewidywaliśmy, wyniki nie rokują najlepiej (...) mam złą wiadomość, zostało panu/pani około pół roku życia".
Takie słowa słyszą setki, jak nie tysiące ludzi dziennie. Stają przed wyborem jak przeżyć ostatnie 180 dni swojego żywota. Są dwie opcje:
"Szaleję i wydaje wszystkie pieniądze, a co kurwa?! Nie można sobie zaszaleć? W końcu raz się żyje, z resztą nie wiele czasu mi zostało, wylecę na Ibizę będę uprawiał przygodny seks z murzynkami, może znajdę sobie chłopaka, a pucybuci będą jedli mi z rąk".
"Kurde, może warto się poprawić zostało mi tylko pół roku, to tylko 180 dni. Spotkam się z przyjaciółmi, załatwię moje wszystkie sprawy, pogodzę się z bliźnimi i z własną duszą. Potem, nie naruszając już mojego jestestwa zamknę się w pustelni i odejdę w nadziei, że znajdę się w lepszym Świecie".
W tym momencie wielu z tysięcy staje przed trudnym wyborem.
Z etycznego i religijnego punktu widzenia, to drugie wyjście zdaje się być odpowiednie. Kończymy nasze wszystkie sprawy, aby odejść w spokoju, mieć to czyste sumienie, będąc gotowym na życie wieczne.
Jednak nie jest tak łatwo, bo w tym momencie włącza się racjonalne myślenie, bo kto mi da pewność, że Bóg istnieje? Że po śmierci nie nastanie nieskończona egzystencja, a tylko ciemność i nicość, że po tych 180 dniach zostanie przerwana jakaś cienka nić, której nie da się już związać, ani przedłużyć.
Wyjeżdżamy więc na rajską Ibizę, gwałcimy wszystko, co się rusza, pijemy najdroższe drinki, a z rąk jedzą nam najbardziej luksusowe prostytutki, jakie tylko można sobie wymarzyć...
Umieramy w samotności, zostało po nas tylko dziesięć dolarów, które włożyliśmy do stanika tancerce go-go.
A Najbliżsi i PRZYJACIELE zapomnieli kim byliśmy i jak się nazywaliśmy
niedziela, 27 grudnia 2009
czwartek, 10 grudnia 2009
Z kopyta kulig rwie.
Nieuchronnie jak Sąd Ostateczny zbliżają się święta Bożego Narodzenia...
Dni rodzinnych spotkań, czas dzielenia się opłatkiem i życzeniami, z reguły nieszczerymi, ale zawsze od serca, to w wigilię przysiądziemy do stołu i będziemy udawać że wszystko jest w porządku nie chcąc sobie i innym (aczkolwiek to mało egoistyczne) uprzykrzyć życia, wtedy również spojrzymy biednemu karpiowi w oczy, będziemy życzliwie przysłuchiwać się ciociom, piejących jak to wyrośliśmy i czy mamy już tą lubą, a może lubego...
I tu się kończy bajka,
bo święta muszą się kiedyś skończyć.
Wrócimy do rodzinnych domów rozepchani do maksimum, pozostaną tylko wspomnienia ("wujek Romek udławił się ością i wylądował na OIOMie, a ciocia Lucyna na widok kurczaka w galarecie puściła pawia do półmiska"), ale i one przeminą.
I w tym miejscu składam hołd Luigiemu Lilio za kalendarz gregoriański, bo tak się złożyło że po dniach obżarstwa nadejdzie dzień pijaństwa, topienia świątecznych smutków, żalenia się przyjaciółkom ile to się przybrało na wadze.
To istne katharsis może spowodować jedynie płyn wynaleziony przez Zosimosa z Panopolis z przed ponad 1600 lat. Wódka bo to o niej mowa, to rarytas którego nie może zabraknąć na sylwestrowym stole, niczym jedna z dwunastu potraw na tym wigilijnym.
I to chyba po spożyciu tego trunku Andy Williams napisał: "It's the most wonderful time of the year".
W związku z tym: Siostry i Bracia: po maluchu!
Dni rodzinnych spotkań, czas dzielenia się opłatkiem i życzeniami, z reguły nieszczerymi, ale zawsze od serca, to w wigilię przysiądziemy do stołu i będziemy udawać że wszystko jest w porządku nie chcąc sobie i innym (aczkolwiek to mało egoistyczne) uprzykrzyć życia, wtedy również spojrzymy biednemu karpiowi w oczy, będziemy życzliwie przysłuchiwać się ciociom, piejących jak to wyrośliśmy i czy mamy już tą lubą, a może lubego...
I tu się kończy bajka,
bo święta muszą się kiedyś skończyć.
Wrócimy do rodzinnych domów rozepchani do maksimum, pozostaną tylko wspomnienia ("wujek Romek udławił się ością i wylądował na OIOMie, a ciocia Lucyna na widok kurczaka w galarecie puściła pawia do półmiska"), ale i one przeminą.
I w tym miejscu składam hołd Luigiemu Lilio za kalendarz gregoriański, bo tak się złożyło że po dniach obżarstwa nadejdzie dzień pijaństwa, topienia świątecznych smutków, żalenia się przyjaciółkom ile to się przybrało na wadze.
To istne katharsis może spowodować jedynie płyn wynaleziony przez Zosimosa z Panopolis z przed ponad 1600 lat. Wódka bo to o niej mowa, to rarytas którego nie może zabraknąć na sylwestrowym stole, niczym jedna z dwunastu potraw na tym wigilijnym.
I to chyba po spożyciu tego trunku Andy Williams napisał: "It's the most wonderful time of the year".
W związku z tym: Siostry i Bracia: po maluchu!
wtorek, 17 listopada 2009
Bal Sylwestrowy. Tylko 120 zł od osoby.
Ojć trudny dzień za mną. W ramach relaksu sięgnąłem po pamiątki, znalazłem zakurzone kartki z nad morza, pejzaż malborskiego zamku, miniaturkę krzyżackiej tarczy i coś jeszcze, plastikowy, świecący nocą różaniec.
Na sam jego widok przypomina mi się wyprawa do Sanktuarium w Św. Lipce. Ciężko mi jednak powrócić do tego jak wyglądał sam kościół, jak cały Sanktuaryjny kompleks. Pamiętam tylko rozłożone kramy z plastikowymi różańcami, drukowanymi obrazkami Matki Boskiej, toaletę za pięć złotych... A to wszystko skąpane w kolorowych osłonach stoisk.
Na samym końcu tego barwnego pejzażu Matka Boska z Chrystusem na rękach.
Wydaje mi się że w pewnym momencie została zachwiana jakaś hierarchia. Przypomniały mi się również słowa Chrystusa: „Zabierzcie to stąd, z domu Ojca mego nie czyńcie targowiska”.
Wiercąc głębiej przypomniałem sobie ogłoszenia parafialne z kilku ostatnich tygodni (już nie wspomnę o tym, że drażni mnie ich wygłaszanie w trakcie mszy).
Ks. Bogusław z upartością osła powtarza słowa: W Zespole Szkół Ogólnokształcących numer 4 odbędzie się bal sylwestrowy, osoby zainteresowane proszę o zgłaszanie się do mnie, bilety tylko 120 od osoby. Przemilczę.
Podsumowując, chyba coraz częściej zapominamy o sferze sacrum, nie potrafimy rozłożyć po równo na szali i sacrum i profanum, nie potrafimy zachować równowagi. Amen.
Na sam jego widok przypomina mi się wyprawa do Sanktuarium w Św. Lipce. Ciężko mi jednak powrócić do tego jak wyglądał sam kościół, jak cały Sanktuaryjny kompleks. Pamiętam tylko rozłożone kramy z plastikowymi różańcami, drukowanymi obrazkami Matki Boskiej, toaletę za pięć złotych... A to wszystko skąpane w kolorowych osłonach stoisk.
Na samym końcu tego barwnego pejzażu Matka Boska z Chrystusem na rękach.
Wydaje mi się że w pewnym momencie została zachwiana jakaś hierarchia. Przypomniały mi się również słowa Chrystusa: „Zabierzcie to stąd, z domu Ojca mego nie czyńcie targowiska”.
Wiercąc głębiej przypomniałem sobie ogłoszenia parafialne z kilku ostatnich tygodni (już nie wspomnę o tym, że drażni mnie ich wygłaszanie w trakcie mszy).
Ks. Bogusław z upartością osła powtarza słowa: W Zespole Szkół Ogólnokształcących numer 4 odbędzie się bal sylwestrowy, osoby zainteresowane proszę o zgłaszanie się do mnie, bilety tylko 120 od osoby. Przemilczę.
Podsumowując, chyba coraz częściej zapominamy o sferze sacrum, nie potrafimy rozłożyć po równo na szali i sacrum i profanum, nie potrafimy zachować równowagi. Amen.
sobota, 14 listopada 2009
Łukasz S.

Poimprezowe lenistwo, zamuła. Poszliśmy na całość, dzięki mojej agenturalnej przeszłości. Piątek minął pod znakiem upojenia alkoholowego, rozmów o życiu, seksie i śmierci, mi było dane najwięcej powiedzieć w tym ostatnim temacie, jakże przykrym.
A sobota, no zaczęła się bardzo przyjemnie, to wspaniałe uczucie wstać z bólem głowy, zrobić rundkę przez mieszkanie i spostrzec, że jest się jedyną istotą żywą na tych 69m. Zaraz w bus (oO) i na zakupy. Potem chemia, Kordian.
No, ale to wszystko nieważne.
Ostatnio czytałem wywód, pewnego KTOSia na temat uszczęśliwiania. Postawił tezę, że najgorzej mają ludzie którzy chcą uszczęśliwiać innych, o! nawet dzielić się szczęściem swym własnym, prywatnym. Po mojej osobistej, czujnej obserwacji dochodzę do zdania, że tkwi w tym ziarnko prawdy, w życiu do CZEGOŚ dochodzą głównie Ci, którzy widzą praktycznie czubek własnego nosa i w pierwszej kolejności dbają o swoje interesy. Jednak, Bracia, zaprawdę powiadam Wam: tylko i wyłącznie od Was zależy czy chcecie poddać się transplantacji Waszego szczęścia.
Amen.
środa, 4 listopada 2009
PrzeRóżne Polaków Rozmowy

\
No i cóż mamy najbardziej bezproduktywny dzień tygodnia, mamy środę. W związku z tym otwieram nowy cykl, o nazwie zawartej w tytule. Liczę na Wasze odpowiedzi. Swoją drogą zawsze chciałem pracować w radiu, chciałem mieć audycję, w której oczekuję od słuchaczy zaangażowania. Trudno nie ma radia, jest blog.
Dzisiaj coś z serii "czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie". Pewnego razu chłopak udał się na zabawę, poznał dziewczynę i jak wiemy po alkoholu puszczają hamulce... Pojawiły się nadzieje i problem. I jak tu powiedzieć teraz dziewczynie, że się ją tylko lubi, że nie chce się z nią wiązać? Aczkolwiek zrobić to tak żeby nie zabolało i móc się z nią przyjaźnić dalej? czy da się to tak powiedzieć w ogóle? Czy w ogóle istnieje damsko-męska przyjaźń? Poruszyłem ten temat bo myślę że jest uniwersalny, wiele nas spotkało coś podobnego. Liczę na konstruktywne odpowiedzi.
Pozdrawiam
wtorek, 3 listopada 2009
i patrzu i widzu

No właśnie codziennie i patrzu i widzu i obserwuju. Jako nienaganny obserwator i krytykant wszystkiego, pragnę przypomnieć, że najbardziej pojechany pomysł ostatnich lat w dziedzinie edukacji, czyli obowiązkowa matura z matematyki stał się faktem, dziękujemy Roman(TyZmoro). Dzisiaj tysiące przyszłorocznych maturzystów zmagało się z królową nauk, co prawda w próbnych testach, ale zawsze równie stresujących.
Nieważne, wyciągamy następną gazetę i co? Dziecko! Tak jest Mel Gibson urodził ósme dziecko. Biedne jego partnerki. Warto się zastanowić Panie Melu czy to aby nie za późno. Nie powiem gdzie to przeczytałem.
Mniejsza o to, od wschodu wpływa do nas nowy front (nie, spokojnie, nie wojsko radzieckie), lecz armia zielonych zarazków, tak jest, świńska grypa, epidemia na Ukrainie, zamknięte Słowackie granice, ale to wszystko nie ważne! Najważniejsza jest profilaktyka, teraz uwaga! Na jednej ze stron internetowych poświęconych biologii itp. przeczytałem, aby... Kichać w rękaw, gratuluję pomysłu. A ja od dziś chodzę w swetrach.
Pozdro milion dla Robka.
Murzynek
Mamma Mia! Znów musiałem upiec murzynka, czuję się z tym podle, ale cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz. Jeszcze tylko podlać czekoladą deserową i będzie gotów do pełnej konsumpcji. Tak swoją drogą to już sześć dni temu zadzwonił telefon, "zostało Ci siedem dni" Oo. No właśnie jutro sprawdzian z matmy. Nawet nie wiecie jakie to jest uczucie mieć dwie kapy na czysto i czuć że dojdzie trzecia. Migo ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

