Nieuchronnie jak Sąd Ostateczny zbliżają się święta Bożego Narodzenia...
Dni rodzinnych spotkań, czas dzielenia się opłatkiem i życzeniami, z reguły nieszczerymi, ale zawsze od serca, to w wigilię przysiądziemy do stołu i będziemy udawać że wszystko jest w porządku nie chcąc sobie i innym (aczkolwiek to mało egoistyczne) uprzykrzyć życia, wtedy również spojrzymy biednemu karpiowi w oczy, będziemy życzliwie przysłuchiwać się ciociom, piejących jak to wyrośliśmy i czy mamy już tą lubą, a może lubego...
I tu się kończy bajka,
bo święta muszą się kiedyś skończyć.
Wrócimy do rodzinnych domów rozepchani do maksimum, pozostaną tylko wspomnienia ("wujek Romek udławił się ością i wylądował na OIOMie, a ciocia Lucyna na widok kurczaka w galarecie puściła pawia do półmiska"), ale i one przeminą.
I w tym miejscu składam hołd Luigiemu Lilio za kalendarz gregoriański, bo tak się złożyło że po dniach obżarstwa nadejdzie dzień pijaństwa, topienia świątecznych smutków, żalenia się przyjaciółkom ile to się przybrało na wadze.
To istne katharsis może spowodować jedynie płyn wynaleziony przez Zosimosa z Panopolis z przed ponad 1600 lat. Wódka bo to o niej mowa, to rarytas którego nie może zabraknąć na sylwestrowym stole, niczym jedna z dwunastu potraw na tym wigilijnym.
I to chyba po spożyciu tego trunku Andy Williams napisał: "It's the most wonderful time of the year".
W związku z tym: Siostry i Bracia: po maluchu!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

No w sumie coś w tym jest, często świąteczne spotkania są grą pozorów, wszyscy są milusi, sympatyczni, momentami aż do przesady, nie chodzi mi tyle o spotkania rodzinne, ale np. wigilie klasowe, czego masz przykład zresztą na co dzień- wszyscy się lubią, 'najlepszego kochana', buzi-buzi, przytulają się, a wiesz dobrze jak to na prawdę wygląda, to jest po prostu bardzo dobry przykład naszej hipokryzji. Ale dobra, nie skupiajmy się na tych negatywnych aspektach świąt, róbmy swoje, kupmy Jadzi prezent i bądźmy mili dla innych.
OdpowiedzUsuńAle, ale, wracając co spraw rodzinnych, nie ma co generalizować, są rodziny w których święta są na prawdę fantastyczne, ludzie żyjący razem kochają się, cieszą się na możliwość spędzenia ze sobą czasu etc. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze, tak powinno być. Ale oczywiście nie zawsze jest tak różowo, i wtedy faktycznie jakąś alternatywą jest przewegetowananie świąt i oczekiwanie na sylwestra(który jak przypuszczam i mam nadzieję będzie tym roku udany)kiedyś się tym bardziej przejmowałam a teraz chyba się przyzwyczaiłam, albo może włączyła mi się jakaś bolokada emocjonalna- już sama nie wiem. Ale nie ma co się za bardzo przejmować i w miarę możliwości cieszyć się z tego co mamy, starać się zauważać te najlepsze aspekty, jeśli nawet nie w rodzinie to przecież mamy w ogół siebie wspaniałych ludzi, przyjaciół i choćby dla nich warto to zrobić ; )
Już pomińmy fakt komercjalizacji świąt, bo to raczej osobny temat.
Będzie dobrze ; )
Na początku chciałem napisać o amerykanizacji całego tego zamieszania, ale stwierdziłem, że jest to temat już tak opisywany tak rozjeżdżany co rok, że nie ma sensu nachylać się po raz kolejny, aczkolwiek o komercjalizacji Kościoła masz niżej ;)
OdpowiedzUsuńA widzisz. U niektórych święta wyglądają trochę inaczej. Niektórzy na prawdę czekają na narodziny zbawiciela, a sylwestra spędzą zaiste wsród znajomych, ale bez grama alkoholu. Przetańczą całą noc i jak ten przełom sprzed roku będą wspominać przez cały kolejny. Pozdrawiam z mojej strony na prawdę świątecznie i z nie zmakdonaldyzowanego świata ;)
OdpowiedzUsuńJestem pod dużym wrażeniem wpisu. Jest zwięzły, nie nudzi, zawarłeś w nim jakąś konkluzję oraz wiedzę, którą określonym trudem zdobyłeś. Dodatkowo jest Twoją osobistą refleksją. Jest w niej kęs szczerości. Chociaż: "wszyscy kłamią" :-] jak mawia pewien praktyk medycyny.
OdpowiedzUsuńOn sam też zauważa, że kupowanie prezentów mówi jak mało o sobie wiemy.
I dlatego pytam: czy My wiemy coś o szczerości?
Wiedzieć, a praktykować to dwie różne sprawy.
OdpowiedzUsuńAle jakby tak spojrzeć na to z praktycznego punktu widzenia, to bycie szczerym, ale tak od początku to końca, jest w zasadzie awykonalne jeśli chcemy jakoś w miarę dobrze egzystować z innymi- no chyba, że komuś nie zależy na opinii innych i będzie mówił co myśli bez względu na ostracyzm społeczny.
Nie mówię tu oczywiście o kłamaniu/ oszukiwaniu/mówieniu fałszywego świadectwa/składaniu fałszywych zeznań, czy jak zwał - bo to jest jedna z rzeczy która najbardziej mnie irytuje w ludziach, bo to jest najzwyczajniej w świecie niemoralne i złe, ale niektóre sprawy wystarczy np. przemilczeć. Nie robić komuś krzywdy naszą szczerością, bo to nie ma sensu.
Szczerzy możemy, a nawet powinniśmy być w stosunku do ludzi na którch nam zależy, których kochamy, przyjaciół, bo te relacje na tym powinny się opierać, nie można stworzyć nic dobrego i trwałego na kłamstwie. Ale tak dla przykładu jak np. jakąś Basie denerwuje jakaś Kasia to wcale nie musi stawać wobec niej w ostrej opozycji i mówić jej co tak na prawdę sobie o niej myśli, pójdzie do Asi i się wygada. Bo skoro nie jest od niej w żaden sposób zależna, nie zależy jej na kontaktach z tą osobą to po co coś takiego robić?
Podsumowując- nie zawsze jest konieczność werbalizowania naszych szczerych myśli.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
OdpowiedzUsuńW takim wypadku może warto się zastanowić co dla kogo znaczą święta. Jeśli grą pozorów ("często świąteczne spotkania są grą pozorów, wszyscy są milusi, sympatyczni...") to ja tu czegoś nie czaję.
*jeśli dla kogoś są grą pozorów ...
OdpowiedzUsuńsorry, to przez moje roztrzepanie.
Jeśli faktycznie nie rozumiesz o co mi chodzi, to może po prostu przeczytaj tekst jeszcze raz. Wydaje mi się, że dość jasno wyjaśniłam o co mi chodzi. Ale może się mylę. Bo jak to było?
OdpowiedzUsuń"Kubuś wiedział co ma na myśli, ale, że był misiem o bardzo małym rozumku, nie umiał tego wyjaśnić słowami".
Także jeśli faktycznie w ogóle Cię to interesuje to po prostu napisz konkretnie czego 'nie czaisz'. Nie ma najmniejszego problemu wyjaśnię, bo zdaję sobie sprawę z tego, że czasem rzeczywiście potrafię tak coś zagmatwać w swojej wypowiedzi, że można się w tym nie połapać.
A co święta znaczą?
Teoretycznie powinny być jak było wspomniane powyżej: '(...) na prawdę czekają na narodziny zbawiciela'. No ok. Ale do tego potrzeba wiary. I dla osób wierzących tj. na prawdę wierzących teoretycznie staje się praktycznie. A dla całej reszty? Nie wiem. Nie możemy brać wszystkich jedną miarą. Ludzie się cholernie różnią. I na prawdę można by kombinować co to znaczy dla Marty, Olka, Karoliny...i jeśli znaczy coś w ogóle. Ale chyba nie warto. To sprawa indywidualna, każdego z osobna.
Także jeśli chcecie wierzyć że 2 tys. lat temu narodził się Zbawiciel, to daj Boże, Wasze święte prawo. Jeśli nie? To nie. Nic na siłę.
Ale w tym momencie rodzi się pytanie.
Czy nie wierząc, moralnie poprawne jest obchodzenie?
Równie dobrze przecież moglibyśmy obchodzić Kryszna Dźanmasztami.
Wytłumaczenie jest bardzo proste. Sztuczne uśmiechy i siedzenie wokół stołu to nie są święta.
OdpowiedzUsuńPrawdziwe Święta to coś, co mogę przeżyć tylko ludzie naprawde wierzący (co zresztą napisałaś). Sama się przyznam, że nigdy nie było mi to dane, ale to już tak na marginesie. Może kiedyś trafi tu ktoś, kto ma więcej do powiedzenia w tym temacie ;-)