poniedziałek, 27 grudnia 2010

27.XII.2010


Po 222 dniach ciężkiej choroby duszy, brakach weny, wahaniach nastroju, Jimmy The Saint na prawdę staje się święty, odchodzi do wieczności. Z pełnym bagażem nowych i starych życiowych doświadczeń kończy przedwcześnie swój żywot, jednak pozostawia po sobie ślad w osobie Christiana: www.christianinferno.blogspot.com.
Dzięki wszystkim za śledzenie rozmyślań i do przeczytania.
Nie bójmy się zmian.

środa, 19 maja 2010

Dla Cierpliwych...

Kraków 23 stycznia 2010.

„Znowu wstałem skacowany, jak dziki bawół po kopulacji. Nie wiem, co ta kobieta robi w moim łóżku, ale pewnie zaraz, jak wstanie nie będzie pamiętała, co się wczoraj stało, a seks był nieziemski... Jak ona ma na imię? Czy to ważne? Nie pierwsza i nie ostatnia. O! Wstała, pewnie zaraz się ubierze i wyjdzie.........

Tak właśnie zrobiła, tylko zostawiła swój numer. Ciekawe po co? Może szuka sponsora... Zły adres.

I tak już trzeci rok, tydzień w tydzień, od kiedy zostawiła mnie moja narzeczona, od imprezy, do imprezy, co tydzień inna partnerka... Ja, członek zarządu jednej z największych korporacji w Małopolsce. Już dawno obiecałem sobie, że zostawię to wszystko, ale ciężko mi już teraz żyć bez tego całego weekendowego zamieszania. Mam to co chcę... Duży dom z basenem, Mercedesa C63AMG, zegarek z nowej kolekcji Swatcha. Cóż mi jeszcze do szczęścia potrzeba?


Właśnie... Sam nie wiem. To wszystko, co mam to tylko chwilę radości, wydaje mi się, że jestem szczęśliwy, gdy podrywam przy barze seksowną dwudziestkę, aby potem ją stuknąć w domu, gdy mogę rano na kacu, niczym największy mafioso wypić whisky patrząc na swoją byłą partnerkę, jak na dziwkę. Jednak potem okazuje się, że szczęście jest ulotne, a moje chyba wyjątkowo, wracam do codzienności, w której jestem zimnym pracownikiem ogromnej firmy, odpowiadającym za zwalnianie, bądź rekrutowanie ludzi do pracy. Wracam do domu z reguły koło 18, pierdolone korki... 4 kilometry w godzinę. Czasem otworzę się i pogadam z telewizorem sącząc moje ulubione piwo pszeniczne. Przelecę nowy numer Playboya i idę spać, czekając na „zbawienny piątek”.


Chyba nam się coś pojebało w tych czasach. Hierarchia wartości odwróciła się kompletnie do góry nogami. Piszę NAM, bo chyba nie jestem jedyną osobą, która zauważa wspólny problem. Zapomnieliśmy gdzie leży kwintesencja naszego życia, szczęście. Coś czego zaczyna nam coraz bardziej brakować, brakuje ludzi szczęśliwych, gdyż większości się tylko wydaje, że tacy są. W dzisiejszym materialnym świecie za dużo się martwimy, szukając sobie coraz to nowszych problemów. Czasem nie zauważamy, że sami kładziemy sobie kłody pod nogi. Warto wspomnieć w tym momencie o polskiej tradycji martyrologicznej. Nie wiem skąd u nas ta cecha, ale lubimy być uciśnieni, żeby potem chwalić się jak jest nam do dupy, szukamy dróg dookoła, zamiast iść prosto. Zajmijmy się więc szukaniem szczęścia a nie uciśnień, myślę, że trzeba zacząć czerpać radość z prostych rzeczy...


Kurde, ale wywód, chyba zacznę więcej pić... Może kogoś sobie na stałe znajdę...

Idę szukać.”


Adam O.

poniedziałek, 3 maja 2010

Już wkrótce.

wtorek, 16 marca 2010

Cierpliwości Panowie...

Po szybkiej rozmowie z pewną dorosłą od niedawna Kobietą znalazłem kolejny temat który, mam nadzieję rozbudzi Wasze schłodzone ostatnio umysły i spowoduje, że dyskusja będzie zacięta. Nie przynieście mi wstydu.

Seks, orgazm, anal, oral, sado, maso, skat, ech!, ach!, och!... Codziennie jesteśmy atakowani przez setki tego rodzaju sformułowań. Na każdej stronie różne firmy reklamują się za pomocą pięknych pań z przerobionym za pewne w Photoshopie biustem, wszechogarniający nas seks, we wszystkich środkach masowego przekazu. W naszym wieku (przyjmijmy że bloga czytają ludzie 15+) tak bardzo nam to już nie przeszkadza, choć za pewne pobudza wyobraźnię niejednego z nas.
Jednak to co my oglądamy, oglądają również młodsi, kilka lat wcześniej trend nagości dopiero się rodził, aczkolwiek dotknął również mnie i Ciebie.
Przez wszechseks zostały zaburzone hierarchie wartości wielu młodych. Na tyle bardzo, że jeden ze szwajcarskich producentów prezerwatyw zaczął sprzedawać swoje produkty w rozmiarze xxs. Przejdźmy jednak do rzeczy. Dzięki wspomnianemu wszechseksowi, dziewictwo i bronienie cnoty, jak Częstochowy stały się w dzisiejszych czasach obciachem i powodem do wstydu. Większość młodych ludzi wchodzących w dorosłość nie wyobraża sobie życia bez seksu, znaczna część nas odrzuca „starodawne” ideały i oddaje wszystko co ma najlepsze już przed osiągnięciem „osiemnastki”. Seks stał się czymś masowym i ogólnodostępnym. W takim razie potrzeba sobie postawić pytanie DLACZEGO? Dlaczego seks, czy erotyzm stał się kulturą masową, obiektem kultu, czymś, co jest ogólnodostępne dla każdego i o każdej porze. W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie udałem się do mojej pamięci i przypomniał mi się dosyć stary, ale jednak na czasie kawał: Skrępowani rodzice mówią do pociechy: Może porozmawialibyśmy o seksie?? Dziecko wzdycha i mówi: No dobrze, a czego konkretnie chcielibyście się dowiedzieć? I myślę, że ten dowcip zaczyna odzwierciedlać to do czego dochodzi. Wszechobecna internetowa pseudo-edukacja seksualna zaczyna doprowadzać młodych ludzi do zachowań patologicznych, jakimi jest seks w bardzo młodym wieku i coraz szybsza utrata „wianka”.
Ale, czy aby na pewno obrona cnoty jest powodem do wstydu? Może jednak osoby, które żyją w cnocie i w pewnym sensie propagują taki styl życia, nie powinny być dumne? W końcu jest ich coraz mniej. Aczkolwiek, wszystko oczywiście opiera się o płeć osobnika. W środowisku dziewczyn, później kobiet, utrzymywanie białego żywota (oczywiście do pewnego momentu) jest powodem do szacunku. Zawsze jak myślę o takich przykładach, przypomina mi się historia, z filmu: „American Pie, Naga Mila”... Historia chłopaka wchodzącego w dorosłość, obiektu drwin kolegów ze względu na brak doświadczenia w seksualnej materii, który już od dwóch lat jest z piękną dziewczyną, ale cóż, mimo jego „próśb” luba nie chce go dopuścić. Gdy wyjeżdża na doroczny bieg golasów dostaje pozwolenie na wszystko... A koleżanki jego dziewczyny śrubują jej koniec związku... Jednak gdy ma dojść do zbliżenia Erica z nowo poznaną dziewczyną, chłopak ucieka i na białym koniu przyjeżdża do swojej ukochanej, która przed chwilą również zrezygnowała z podobnej propozycji. Podobno seks był wspaniały. Jak widać u mężczyzn sprawa cnoty ma się troszkę inaczej... Bycie prawiczkiem budzi pośród innych przedstawicieli kpiny i zdziwienie, gdyż mężczyznom wydaje się to prostsze, łatwiejsze i oczywiście, z reguły mniej bolesne.
Grzebiąc po forach internetowych w poszukiwaniu nurtujących mnie pytań znalazłem informację że dziewictwo dziewczyna powinna stracić w wieku 16 (najpóźniej)... I poległem na biurku ze śmiechu, nasunęła mi się tylko jedna myśl, że dziewictwo nie jest jakąś głupotą, która sprawia, że jesteśmy kimś gorszym i musimy ją zwalczyć jak najszybciej, że warto troszkę poczekać, bo do niektórych rzeczy trzeba dorosnąć.

Podsumowując, uważam, że na wszystko w życiu jest, czas (Boże co ja mówię?!) Przepraszam, moja męska natura. Jednak są rzeczy, jak już wyżej napisałem do których nie wystarczy dorosnąć fizycznie, przede wszystkim głowa musi być na miejscu, a reszta sama przyjdzie. Jeszcze zwrócę się do męskiej części czytającej moje wypociny, już niejednokrotnie rozpalonej do czerwoności, czekajcie, a będzie Wam dane ;P.

czwartek, 11 lutego 2010





Romantyczny wieczór z małą czarną. Humaniści wszystkich krajów łączcie się!

piątek, 5 lutego 2010

"Chłopaki nie płaczą"

Nadchodzi Wielki Post, czas zadumy i pokuty, więc pochylmy się nad naszymi krzyżami.

W życiu prawie (bierzemy poprawkę na homoseksualistów i feministki) każdego człowieka i kobiety, w wieku kilkunastu lat, lub więcej przychodzi moment zwany zauroczeniem. Zaczynamy się zachwycać i fascynować płcią przeciwną "och! ach!"
W pewnym momencie wypatrujemy personę, którą będziemy gnębić swoją marną osobą przez najbliższe kilka tygodni, a może i dłużej. Po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że na jej widok zaczyna nam bić szybciej serce, robimy się czerwoni, śni nam się co noc. Mówisz do siebie: "podoba mi się" ale potem zadajesz sobie pytanie: "tylko czy ja się jej/jemu podobam?".
Stajesz przed jednym z pierwszych ważniejszych wyborów w życiu, "podrywać czy nie?", co nawet w przypadku kobiet w naszych czasach nie dziwi.
Zaczyna się okres polowania, wypatrujesz ofiarę w szkolnym buszu, pośród podskakujących, jak małpy uczniów i rzucasz się na nią jak na małego biednego misia koalę.

Pewnego dnia Michał poznał piękną dzierlatkę o wspaniałym imieniu Katarzyna. To była miłość od pierwszego wejrzenia, niestety młoda dama nie wejrzała się w Michale i w tym momencie życie chłopaka stoczyło się niczym syzyfowy kamień w dół góry... On i jego jestestwo również popadło w załamanie.

W tym momencie przerwę tę smutną opowieść, aby jeszcze bardziej otworzyć TWOJE oczy. Całe życie wydawało CI się, że jesteś twardzielem, maczo, za którym oglądają się najlepsze dupy w szkole, na mieście i w klubie. Jednak zakochałeś się, ale nie w jednej z nich, lecz w inteligentnej i PIĘKNEJ, choć tylko w Twoich oczach.
Stałeś się FRAJEREM mogącym zrobić wszystko, co tylko zechce, aby być bliżej niej, aby może się jej spodobać, choć zdawałeś sobie sprawę z tego, że nie masz żadnych szans.
Przestałeś widzieć czubek własnego nosa, chociaż przez całe życie byłeś egoistą. Po kilku miesiącach fatalnej miłości zaczynasz się męczyć, wpadasz w stany depresyjne, jesteś marudny i zanudzasz wszystkich swoją obecnością... ALE NIE! Ty się zakochałeś i tego nie przerwiesz, w końcu jesteś frajerem. To nie ważne, że wieczorami płaczesz i plamisz łzami swojego ulubionego jasia, a koledzy wciąż Ci powtarzają "nie marz się, chłopaki nie płaczą". I tak stajesz się kawalerem do końca życia, nawet na łożu śmierci, wśród braci kapucynów myślisz o tej jednej, o O. K. M. Z. B. czy jak jej tam jeszcze na imię. Tak właśnie może skończyć się Twoja historia, choć jest inny wariant, który opiszę następnym razem, jednak morał jest zawsze taki sam, nikt za Tobą płakać nie będzie.

Kończąc zaapeluję niczym były prezydent, Moi drodzy, nie idźcie tą drogą! I dodam coś od siebie... Nie ma kurwa silniejszego uczucia od miłości! Dziękuję