piątek, 5 lutego 2010

"Chłopaki nie płaczą"

Nadchodzi Wielki Post, czas zadumy i pokuty, więc pochylmy się nad naszymi krzyżami.

W życiu prawie (bierzemy poprawkę na homoseksualistów i feministki) każdego człowieka i kobiety, w wieku kilkunastu lat, lub więcej przychodzi moment zwany zauroczeniem. Zaczynamy się zachwycać i fascynować płcią przeciwną "och! ach!"
W pewnym momencie wypatrujemy personę, którą będziemy gnębić swoją marną osobą przez najbliższe kilka tygodni, a może i dłużej. Po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że na jej widok zaczyna nam bić szybciej serce, robimy się czerwoni, śni nam się co noc. Mówisz do siebie: "podoba mi się" ale potem zadajesz sobie pytanie: "tylko czy ja się jej/jemu podobam?".
Stajesz przed jednym z pierwszych ważniejszych wyborów w życiu, "podrywać czy nie?", co nawet w przypadku kobiet w naszych czasach nie dziwi.
Zaczyna się okres polowania, wypatrujesz ofiarę w szkolnym buszu, pośród podskakujących, jak małpy uczniów i rzucasz się na nią jak na małego biednego misia koalę.

Pewnego dnia Michał poznał piękną dzierlatkę o wspaniałym imieniu Katarzyna. To była miłość od pierwszego wejrzenia, niestety młoda dama nie wejrzała się w Michale i w tym momencie życie chłopaka stoczyło się niczym syzyfowy kamień w dół góry... On i jego jestestwo również popadło w załamanie.

W tym momencie przerwę tę smutną opowieść, aby jeszcze bardziej otworzyć TWOJE oczy. Całe życie wydawało CI się, że jesteś twardzielem, maczo, za którym oglądają się najlepsze dupy w szkole, na mieście i w klubie. Jednak zakochałeś się, ale nie w jednej z nich, lecz w inteligentnej i PIĘKNEJ, choć tylko w Twoich oczach.
Stałeś się FRAJEREM mogącym zrobić wszystko, co tylko zechce, aby być bliżej niej, aby może się jej spodobać, choć zdawałeś sobie sprawę z tego, że nie masz żadnych szans.
Przestałeś widzieć czubek własnego nosa, chociaż przez całe życie byłeś egoistą. Po kilku miesiącach fatalnej miłości zaczynasz się męczyć, wpadasz w stany depresyjne, jesteś marudny i zanudzasz wszystkich swoją obecnością... ALE NIE! Ty się zakochałeś i tego nie przerwiesz, w końcu jesteś frajerem. To nie ważne, że wieczorami płaczesz i plamisz łzami swojego ulubionego jasia, a koledzy wciąż Ci powtarzają "nie marz się, chłopaki nie płaczą". I tak stajesz się kawalerem do końca życia, nawet na łożu śmierci, wśród braci kapucynów myślisz o tej jednej, o O. K. M. Z. B. czy jak jej tam jeszcze na imię. Tak właśnie może skończyć się Twoja historia, choć jest inny wariant, który opiszę następnym razem, jednak morał jest zawsze taki sam, nikt za Tobą płakać nie będzie.

Kończąc zaapeluję niczym były prezydent, Moi drodzy, nie idźcie tą drogą! I dodam coś od siebie... Nie ma kurwa silniejszego uczucia od miłości! Dziękuję

11 komentarzy:

  1. Ten komentarz będzie przesycony cytatami. Bo jak napisał Cioran: "Czego dowodzi tekst naszpikowany cytatami? (...) Woli zaznaczenia, że temat bezpośrednio autora nie dotyczy."

    Widze, że dopiero zakochanie vel. zauroczenie uświadamia nam czym jest samotność. To jak z seksem. Dopóki go nie zobaczyliśmy - nieistniał.
    Dlaczego to musi być ta jedna-jedyna? Przecież pociąg seksualny odczuwamy do wielu kobiet. Byle ładnych. Przyjemność orgazmu gwarantuje, że potencjalnych celów podrywu nie braknie (nawet homoseksualistom). Otóż chodzi o co innego. Związek serc, dusz, umysłów. Nazwijcie to jak chcecie.

    I tu jest problem. Bo jak stworzyć tę wspólnotę z kimś... Hmm, Tu pasuje tekst pacjenta dr House'a: "wiesz jaka jest różnica pomiędzy moim i jej IQ? 91 punktów. Bliżej jest jej w tym sensie do gibona, niż do mnie. Uprawianie z nią seksu byłoby jak zoofilia."
    Dlatego godzimy się z rzeczywistością. Nic nie da się poradzić. Trzeba żyć dalej. Oczywiście myślę, że ja, jak wielu innych singli, raczej nie powiedziałoby jak Woody Allen: "Moje życie jest żałosne. Ostatni raz byłem w kobiecie zwiedzając Statuę Wolności."

    A podsumowując to powinno być tak jak napisał Fryderyk Nietzsche: "Mężczyzna powinien być chowany do wojny, a niewiasta dla odpoczynku wojownika; wszystko inne jest głupotą." Czego i sobie i wam chłopaki życzę! :-D

    OdpowiedzUsuń
  2. no coś takiego... fajnie, że te chłopaki czują ;) a jeszcze fajniej, że nie płaczą.
    gratuluję notki przy której szczerze i serdecznie się śmiałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. tabákový výrobek10 lutego 2010 18:44

    Cóż mogę powiedzieć, temat rzeka.
    Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko powtórzyć, że jeśli jesteś niechciany/niechciana - olej to, daj sobie spokój. Nie zamęczaj siebie i innych analizowaniem sytuacji bez wyjścia (tylko wtedy, kiedy sytuacja jest naprawdę beznadziejna. W innych wypadkach myślę, że przyjaciele zawsze posłużą pomocną rozmową). Po pewnym czasie staniesz się szczęśliwszym człowiekiem, co za pewne doprowadzi także do poprawienia relacji z płcią przeciwną (albo tą samą).
    A w ogóle... nie ma reguł.

    OdpowiedzUsuń
  4. tak właśnie. Nie ma nic głupszego niż walka o czyjąś miłość.
    Oj, zauroczenia, miłości- generalnie nie powinno się wypowiadać na tematy o których nie ma się pojęcia, no ale co tam.
    Droga od jednego do drugiego jest długa i nie śmigniemy nią jak A4-ką, prędzej wylądujemy w jakimś rowie. Dlaczego? Z jednej prostej przyczyny- z czasem wyjdzie jacy jesteśmy naprawdę. Na początku jest wszystko pięknie-ładnie, spacerki, komplementy i inne tego typu chwyty marketingowe. Każdy chce się jak najlepiej zareklamować. Ha, i pomyślcie, ile razy już tak było, że to co myśleliście o innych- po pierwszym, drugim miesiącu znajomości okazało się finalnie 'trochę' wyidealizowanym obrazem, a motyle w brzuchu pozdychały? Ilu z nich nawet dziś mogłoby Wam napisać o różach na górze i fiołkach na dole? Do ilu ideałów sprzed lat/miesięcy/tygodni wciąż czujecie coś więcej niż zobojętnienie?

    "Prostych słów się boi największy nawet twardziel
    Proste słowa z gardła nie chcą wyjść najbardziej ". I Muniek ma rację.
    Coraz popularniejsze staje się mówienie o uczuciach cudzymi ustami za pomocą skopiowanej pospiesznie prozy miłosnej, wierszy, które dawno znamy na pamięć, czy wyniosłych cytatów dających tysiące imion temu, co po prostu nazwać możemy miłością. Owszem słowa są ważne i mimo, że b. często są wymawiane, jak modlitwy-z pamięci i bez zastanowienia, dają wyraz naszych uczuć. Ale miłość/zakochanie/zauroczenie mają prawo się skończyć i razem z nimi kończy się gwarancja na "kocham Cię".

    Więc nie utrudniajmy sobie i tak skomplikowanego życia i nie pakujmy się w jakieś 'miłości' bo i po co? Bo tak wypada? Bo wszyscy kogoś mają? Jakiś instynkt stadny pcha nas do poszukiwania tej 'drugiej połówki' Ale, na litość za przeproszeniem, Boską po co? Będzie to będzie. Nie? Trudno, są gorsze rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanowny właściciel12 lutego 2010 09:51

    Tutaj nie zgodzę się z koleżanką Izą. Jak widać szanowna poprzedniczka nigdy chyba tak na prawdę nie kochała, a jeżeli już to nigdy nie poczuła odwzajemnienia tejże miłości. Oczywiście, można się pakować w miłości z rozsądku, tak jak to zaznaczyłaś, moja droga, ale jednak nie wspomniałaś, o tej prawdziwej, bo skoro ktoś Ci się podoba, podnosi Ci się ciśnienie na jego widok, to czemu nie spróbować, prawda? Faktycznie, czasem ludziom zdaje się, że miłość to najgorsze co ich w życiu spotkało, bo trzeba znosić humory partnera, słuchać jego marudzenia itp itd. Może i miłość jest jak defloracja, na pewno boli i czasem się krew poleje, ale potem jednak doznajemy regularnej przyjemności. W związku z tym pragnę obalić Twoją teorię i zakończę Jonathanem Carrolem: "...żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy do niej strzelać z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć."

    OdpowiedzUsuń
  6. Marek trafnie opisał temat zauroczenia. Każdy z nas kiedyś przez to przeszedł. To przychodzi nagle i wywraca twoje życie dogóry nogami
    Chcę jednak oddzielić dwa pojęcia - miłośc i zauroczenie o którym tu piszemy. Zauroczenie jest składnikiem miłości ale nie jest nią samo w sobie. Zauroczenie jest częścią składową miłości. Jest ono piękne i bardzo potrzebne jednak samym zauroczeniem miłości nie zbudujesz. A więc dobrze jest gdy zauroczenie idzie w parze z innymi składnikami miłości. Życzę tego każdemu z nas.
    A tak na wesoło to nie chciał bym spłycić tematu ale jest takie ludowe przysłowie: "Miłosć jest gorsza jak biegunka" :) hehe

    OdpowiedzUsuń
  7. Piotr Borowiak jestem. Zapomniałem się podpisać w komentarzu powyżej

    OdpowiedzUsuń
  8. tak, masz rację, nie byłam nigdy zakochana- i nie czuję się z tego tytułu gorsza od Was zakochanych- mniej lub bardziej szczęśliwie. A co za tym idzie nie miałam możliwości 'nie poczucia odwzajemnienia tejże miłości'. I jakoś nie żałuję. Zauroczona, jeśli tak to można w ogóle nazwać, byłam raz- w zerówce- zrobił kapitalną łódeczkę z orzecha.
    I nie ma czegoś takiego, jak miłość z rozsądku- miłość nie ma ma z rozsądkiem nic wspólnego. Z rozsądku można z kimś być, ale nie kochać. A jeśli już faktycznie Ci na kimś zależy do te biadolenia to jest małe piwo, bo jak to ładnie i górnolotnie zacytowałeś- wielka miłość wie jak przeżyć.
    No super.
    Ale to się za przeproszeniem,kupy-dupy nie trzyma, bo albo jest miłość albo nie. A nie ma,że mała, większa, czy dlaciebiezabijesię Czyli, że jak? Że niby kogoś kochasz na poziomie medium, ale jak pojawi się ktoś kto zasługuje wg Ciebie na poziom hard, to żegnaj Gienia świat się zmienia?

    OdpowiedzUsuń
  9. ad tego co powiedziałeś w garażu- między tym wszystkim jest jeszcze kwestia zwykłego podobania się. Ktoś może się nam podobać, ale nie koniecznie musimy być tą osobą zauroczeni, jedno nie musi iść w parze z drugim-tyle.

    OdpowiedzUsuń
  10. tabákový výrobek18 lutego 2010 08:11

    a co Autor powiedział w garażu?

    OdpowiedzUsuń
  11. Że się nie zgadza z Izabellą, co podtrzymuje w dalszym ciągu, ale nie zamierza prać brudów na forum publicznym.

    OdpowiedzUsuń