Nadchodzi Wielki Post, czas zadumy i pokuty, więc pochylmy się nad naszymi krzyżami.
W życiu prawie (bierzemy poprawkę na homoseksualistów i feministki) każdego człowieka i kobiety, w wieku kilkunastu lat, lub więcej przychodzi moment zwany zauroczeniem. Zaczynamy się zachwycać i fascynować płcią przeciwną "och! ach!"
W pewnym momencie wypatrujemy personę, którą będziemy gnębić swoją marną osobą przez najbliższe kilka tygodni, a może i dłużej. Po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że na jej widok zaczyna nam bić szybciej serce, robimy się czerwoni, śni nam się co noc. Mówisz do siebie: "podoba mi się" ale potem zadajesz sobie pytanie: "tylko czy ja się jej/jemu podobam?".
Stajesz przed jednym z pierwszych ważniejszych wyborów w życiu, "podrywać czy nie?", co nawet w przypadku kobiet w naszych czasach nie dziwi.
Zaczyna się okres polowania, wypatrujesz ofiarę w szkolnym buszu, pośród podskakujących, jak małpy uczniów i rzucasz się na nią jak na małego biednego misia koalę.
Pewnego dnia Michał poznał piękną dzierlatkę o wspaniałym imieniu Katarzyna. To była miłość od pierwszego wejrzenia, niestety młoda dama nie wejrzała się w Michale i w tym momencie życie chłopaka stoczyło się niczym syzyfowy kamień w dół góry... On i jego jestestwo również popadło w załamanie.
W tym momencie przerwę tę smutną opowieść, aby jeszcze bardziej otworzyć TWOJE oczy. Całe życie wydawało CI się, że jesteś twardzielem, maczo, za którym oglądają się najlepsze dupy w szkole, na mieście i w klubie. Jednak zakochałeś się, ale nie w jednej z nich, lecz w inteligentnej i PIĘKNEJ, choć tylko w Twoich oczach.
Stałeś się FRAJEREM mogącym zrobić wszystko, co tylko zechce, aby być bliżej niej, aby może się jej spodobać, choć zdawałeś sobie sprawę z tego, że nie masz żadnych szans.
Przestałeś widzieć czubek własnego nosa, chociaż przez całe życie byłeś egoistą. Po kilku miesiącach fatalnej miłości zaczynasz się męczyć, wpadasz w stany depresyjne, jesteś marudny i zanudzasz wszystkich swoją obecnością... ALE NIE! Ty się zakochałeś i tego nie przerwiesz, w końcu jesteś frajerem. To nie ważne, że wieczorami płaczesz i plamisz łzami swojego ulubionego jasia, a koledzy wciąż Ci powtarzają "nie marz się, chłopaki nie płaczą". I tak stajesz się kawalerem do końca życia, nawet na łożu śmierci, wśród braci kapucynów myślisz o tej jednej, o O. K. M. Z. B. czy jak jej tam jeszcze na imię. Tak właśnie może skończyć się Twoja historia, choć jest inny wariant, który opiszę następnym razem, jednak morał jest zawsze taki sam, nikt za Tobą płakać nie będzie.
Kończąc zaapeluję niczym były prezydent, Moi drodzy, nie idźcie tą drogą! I dodam coś od siebie... Nie ma kurwa silniejszego uczucia od miłości! Dziękuję