wtorek, 16 marca 2010

Cierpliwości Panowie...

Po szybkiej rozmowie z pewną dorosłą od niedawna Kobietą znalazłem kolejny temat który, mam nadzieję rozbudzi Wasze schłodzone ostatnio umysły i spowoduje, że dyskusja będzie zacięta. Nie przynieście mi wstydu.

Seks, orgazm, anal, oral, sado, maso, skat, ech!, ach!, och!... Codziennie jesteśmy atakowani przez setki tego rodzaju sformułowań. Na każdej stronie różne firmy reklamują się za pomocą pięknych pań z przerobionym za pewne w Photoshopie biustem, wszechogarniający nas seks, we wszystkich środkach masowego przekazu. W naszym wieku (przyjmijmy że bloga czytają ludzie 15+) tak bardzo nam to już nie przeszkadza, choć za pewne pobudza wyobraźnię niejednego z nas.
Jednak to co my oglądamy, oglądają również młodsi, kilka lat wcześniej trend nagości dopiero się rodził, aczkolwiek dotknął również mnie i Ciebie.
Przez wszechseks zostały zaburzone hierarchie wartości wielu młodych. Na tyle bardzo, że jeden ze szwajcarskich producentów prezerwatyw zaczął sprzedawać swoje produkty w rozmiarze xxs. Przejdźmy jednak do rzeczy. Dzięki wspomnianemu wszechseksowi, dziewictwo i bronienie cnoty, jak Częstochowy stały się w dzisiejszych czasach obciachem i powodem do wstydu. Większość młodych ludzi wchodzących w dorosłość nie wyobraża sobie życia bez seksu, znaczna część nas odrzuca „starodawne” ideały i oddaje wszystko co ma najlepsze już przed osiągnięciem „osiemnastki”. Seks stał się czymś masowym i ogólnodostępnym. W takim razie potrzeba sobie postawić pytanie DLACZEGO? Dlaczego seks, czy erotyzm stał się kulturą masową, obiektem kultu, czymś, co jest ogólnodostępne dla każdego i o każdej porze. W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie udałem się do mojej pamięci i przypomniał mi się dosyć stary, ale jednak na czasie kawał: Skrępowani rodzice mówią do pociechy: Może porozmawialibyśmy o seksie?? Dziecko wzdycha i mówi: No dobrze, a czego konkretnie chcielibyście się dowiedzieć? I myślę, że ten dowcip zaczyna odzwierciedlać to do czego dochodzi. Wszechobecna internetowa pseudo-edukacja seksualna zaczyna doprowadzać młodych ludzi do zachowań patologicznych, jakimi jest seks w bardzo młodym wieku i coraz szybsza utrata „wianka”.
Ale, czy aby na pewno obrona cnoty jest powodem do wstydu? Może jednak osoby, które żyją w cnocie i w pewnym sensie propagują taki styl życia, nie powinny być dumne? W końcu jest ich coraz mniej. Aczkolwiek, wszystko oczywiście opiera się o płeć osobnika. W środowisku dziewczyn, później kobiet, utrzymywanie białego żywota (oczywiście do pewnego momentu) jest powodem do szacunku. Zawsze jak myślę o takich przykładach, przypomina mi się historia, z filmu: „American Pie, Naga Mila”... Historia chłopaka wchodzącego w dorosłość, obiektu drwin kolegów ze względu na brak doświadczenia w seksualnej materii, który już od dwóch lat jest z piękną dziewczyną, ale cóż, mimo jego „próśb” luba nie chce go dopuścić. Gdy wyjeżdża na doroczny bieg golasów dostaje pozwolenie na wszystko... A koleżanki jego dziewczyny śrubują jej koniec związku... Jednak gdy ma dojść do zbliżenia Erica z nowo poznaną dziewczyną, chłopak ucieka i na białym koniu przyjeżdża do swojej ukochanej, która przed chwilą również zrezygnowała z podobnej propozycji. Podobno seks był wspaniały. Jak widać u mężczyzn sprawa cnoty ma się troszkę inaczej... Bycie prawiczkiem budzi pośród innych przedstawicieli kpiny i zdziwienie, gdyż mężczyznom wydaje się to prostsze, łatwiejsze i oczywiście, z reguły mniej bolesne.
Grzebiąc po forach internetowych w poszukiwaniu nurtujących mnie pytań znalazłem informację że dziewictwo dziewczyna powinna stracić w wieku 16 (najpóźniej)... I poległem na biurku ze śmiechu, nasunęła mi się tylko jedna myśl, że dziewictwo nie jest jakąś głupotą, która sprawia, że jesteśmy kimś gorszym i musimy ją zwalczyć jak najszybciej, że warto troszkę poczekać, bo do niektórych rzeczy trzeba dorosnąć.

Podsumowując, uważam, że na wszystko w życiu jest, czas (Boże co ja mówię?!) Przepraszam, moja męska natura. Jednak są rzeczy, jak już wyżej napisałem do których nie wystarczy dorosnąć fizycznie, przede wszystkim głowa musi być na miejscu, a reszta sama przyjdzie. Jeszcze zwrócę się do męskiej części czytającej moje wypociny, już niejednokrotnie rozpalonej do czerwoności, czekajcie, a będzie Wam dane ;P.

31 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach trudno obejść się bez seksu. Praktycznie każdy koncern konsumencki stara się trafić do odbiorcy, a najlepszym jest coś co intryguje. Zresztą w dawnych czasach w epoce przed googlowej też był wszechseks. Z tą różnicą że dziś playboya od wujka schowane za łóżkiem zostały zastąpione przez strony XXX. Jeżeli mielibyśmy być obiektywnymi sędziami minionych wieków, to okazuje się, że seks od zawsze istniał w kulturze masowej. Kiedyś faceci masturbowali się przy tym jak Sharon Stone zakładała nogę na nogę w nagim instynkcie. Jednakże, już wtedy kombinowali jak przelecieć koleżanki z ławek, które też po wypiciu wina oddawały im się wręcz za darmo. Myślę, że jeżeli zapytalibyśmy naszych dziadków (i o ile nie wykręciliby się od odpowiedzi) większość odpowiedziała, że zrobiła swój pierwszy raz właśnie w wieku ~16. oczywiście od reguły są wyjątki znajdą się osoby które pilnują swoich wartości podstawowych, wychowani przez religijną rodzinę będą starali się przetrzymać swoje dziewictwo do ślubu. Chociaż martwi mnie to, że coraz więcej dziewczyn stara się o inicjację w młodym wieku. Tracą one ze swej niezwyklej chęci bycia zdobywanymi, wolą oddać się na 2-3 randce bo wiedzą, że faceci mają coraz większe wymagania wobec nich ( a może to kobiety są coraz słabsze w tej dziedzinie.). Widząc wiele 'pustaków' które lansują się ze swoimi 'partnerami' w ich wyczesanych cinquecentach i jpfirma w głośnikach wypowiadam tylko jedno : 'o tempora, o mores' Nie uciekniemy przed negatywami globalnej wsi, ale może jednak uświadamiając (niekoniecznie seksualnie) swoich potomków będziemy wstanie zmienić nadchodzące globalne miasto.

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja się nie zgodzę z tym, że to dotyczy przede wszystkim facetów. ostatnio spotkałam się z hasłem "aż wstyd, że skończyłaś 18 lat, a jeszcze jesteś dziewicą" (oczywiście nie było to skierowane do mnie). ale co racja, to racja. wewnątrz "grup" (mam na myśli płeć) są zazwyczaj zupełnie różne poglądy. przykład? praca w grupach "jednopłciowych". chodziło o wiek inicjacji. jako dziewczyny podałyśmy nie mniej niż 16, a faceci? 12.
    i w takim przypadku, to mogę się zgodzić, że są wobec siebie bardziej, ee... wymagający(?).
    i, oczywiście nie chcę nikogo obrażać, ale wydaje mi się, że to może właśnie kwestia tego, że chłopcy dorastają emocjonalnie jednak trochę później. i jak to się zwykło twierdzić - "do pewnego wieku myślą inną częścią ciała niż głową".
    oczywiście nie mówię, że wszyscy ^^
    sama się spotkałam ze wzrokiem wyrażającym głębokie "ale żal"(XD), kiedy podczas rozmowy na te tematy powiedziałam, że tylko po ślubie.
    cóż.
    ogólne "wyzwolenie" i "wolność" są obecnie bardzo modne. równouprawnienia, manifestacje. mam wrażenie, że opóźnia się dorastanie całego społeczeństwa - bo to właśnie młodzież nie buntuje się w takim stopniu jak "dorośli", którzy w pewien sposób zarażają tym wszelkie hot 13, które tak naprawdę zapewne nie wiedzą o co chodzi. i skoro to już ma takie skutki, teraz (!), to ja nie chcę wiedzieć co będzie za dwa, trzy pokolenia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest zbyt rano Marku żebym przyzwoicie komentował :P Ale mam dwie myśli. Mianowicie:
    1. Seks? Zdecydowanie przereklamowany ;)
    2. Do portfela i majtek ludziom nie zaglądam.
    Trzeba wiedzieć w życiu czego się chce i kim się jest. Mieć szacunek do siebie. I jak mawiał św. Augustyn: "Kochaj i rób co chcesz". :D

    OdpowiedzUsuń
  4. tabákový výrobek17 marca 2010 16:03

    Hah, przede wszystkim to brakuje u nas porządnej edukacji seksualnej, nic dziwnego, że sięgamy do różnych 'mądrych' stron internetowych, z których dowiadujemy się, że dziewczyna powinna stracić dziewictwo w wieku 16 lat (najpóźniej). W większości szkół nigdy nawet nie słyszano o czymś takim jak wychowanie seksualne. Nieliczne szkoły mają to 'szczęście', że w nich takie zajęcia prowadzi np. katechetka, która z góry zakłada, że nie należy o tym wszystkim rozmawiać, bo to jest złe. Potem połowa społeczeństwa nie wie nawet jak stosować środki antykoncepcyjne.
    Z jednej strony należałoby się cieszyć, że seks przestał być aż takim tabu jak wcześniej (choć myślę, że nadal jest). Ale nie jest to zasługa jakiegoś uświadamiania. Większość ludzi uświadomiła się sama (albo w ogóle się nie uświadomiła), może nieliczni mogą się pochwalić jakąś rozmową rodzicielską czy czymś podobnym. Ale może zostawmy seks osobom, które są na tyle dojrzałe psychicznie, że nie wskakują do łóżka pierwszej lepszej osobie, 'żeby mieć to już z głowy'. Nie dla psa kiełbasa, poza tym nie zamierzam nikogo z tego rozliczać.
    Dziewictwo to żaden wstyd. Jeśli ktoś uważa to za wstyd to może powinien się poważnie nad sobą zastanowić. Ile jest osób, które w ramach popisu przed znajomymi zdecydowało się na swój pierwszy raz, potem uważając to za jedną z najgorszych decyzji ich życia? Za dużo. Wszyscy chcemy być taaaaacy dorośli i doświadczeni. Powodzenia i szerokiej drogi ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo Anonimowy17 marca 2010 16:13

    Koochanie... Złap mnie za penisa!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wyobraźcie sobie taką sytuację.
    Był sobie fajna para. Chodzili ze sobą ze dwa lata. Myśleli, że już zawsze będą razem więc pewnego romantycznego wieczoru dziewczyna dała dupy swojemu chłopakowi. To był gorący sex. Potem już regularnie współżyli. Przecież myśleli że będą ze sobą już zawsze.
    Po pewnym czasie jednak rozstali się. Coś posypało się nagle. Byli młodzi.
    Za jakiś czas ona spotkała innego chłopaka. To był ten jedyny. Pobrali się.
    Teraz tak się zastanawiam:
    Czym wyróżni tego którego poślubiła, tego z którym naprawdę zawsze chce być- skoro najintymniejsze i najprzyjemniejsze chwile przeżyła również z tym poprzednim?
    A co do tych którzy szybko dają to zazwyczaj są to ludzie którzy bezkrytycznie przyjmują to co mówi się w telewizji albo naczytali się Bravo Girls. A tak nawiasem mówiąc to nie są to czasopisma wysokich lotów. Zostawmy je dla różowych panienek.
    A tak jeszcze do tabakowego vyrobka: Czemu powtarzasz nieprawdziwe slogany?. Nie wiem gdzie spotkałeś katechetki które uważają, że wszystko co związane z seksem jest złe? My katole mówimy że seks stworzył Bóg, a więc sex jest z natury rzeczy bardzo dobry. Ale mówimy też że przeznaczył go dla tych którzy złożyli ślub że będą ze sobą do końca, na dobre i na złe. Wtedy sex jest naprawdę seksem, jednością dwóch ludzi którzy idą razem przez całe życie.

    OdpowiedzUsuń
  7. tabákový výrobek19 marca 2010 23:17

    Kilka takich się przez moje życie przewinęło, nie podaję przykładów wyssanych z palca. Poza tym nie było mowy o lekcjach religii (wszyscy wiemy jak to z tym seksem jest, czy ma być, na poziomie religijnym), a o wychowaniu seksualnym. Powinno być ono przybliżane przez ludzi znających się na rzeczy, którzy muszą opanować treść przedmiotu i wiedzieć jak należy go 'wyłożyć'. Moim skromnym zdaniem ktoś, kto ma czegoś kogoś nauczyć jeśli chodzi o tę materię, musi uporać się z wszelkim skrępowaniem i posiadać pewnego rodzaju wolność i swobodę w mówieniu o seksualności. Oczywiście taki dobrze wykwalifikowany nauczyciel powinien rozmawiać z młodzieżą o wychowaniu seksualnym zarówno na poziomie fizjologicznym czy biologicznym, jak i psychologicznym, duchowym i moralnym. Nie popadać ze skrajności w skrajność - wiadomo, że nie chodzi o pustą gadkę o ludzkich genitaliach. Wszystko powinno się wzajemnie uzupełniać.
    A teraz właściwa odpowiedź na pytanie Anonimowego/Anonimowej (?): jeśli w takie zajęcia z braku laku zostanie wkopana jakaś katechetka (co bardzo często się zdarza, jest o tym nawet głośno) to w zasadzie jej obowiązkiem jest promowanie katolickiej wersji wychowania do życia w rodzinie. Może to grozić jakąś tendencyjnością i pokazywaniem ludziom tylko tego aspektu wyznaniowego (tak jak napisałeś/napisałaś: seks po ślubie itp.), a to nie pomoże młodym osobom rozwiać jakiś ewentualnych wątpliwości dotyczących życia seksualnego we współczesnym świecie. Chyba czas się uwolnić jednostronności poglądów. Jeśli miałeś/miałaś przyjemność odbyć poważną rozmowę z katechetką na temat seksu, bez owijania w bawełnę, to tylko pozazdrościć. Mi nie było dane mieć takiej szansy, wręcz przeciwnie i na tym opieram moje poglądy ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jimmy the gospodarz19 marca 2010 23:32

    Szkoda, że anonimowy, bo wolałbym wiedzieć z kim rozmawiam... Po pierwsze "sex" razi w oczy, ale nie jesteśmy tu po to, aby czepiać się coraz większego zmacdonaldyzowania, gdyż było już o tym wcześniej. Przejdźmy do rzeczy... Mój drogi Anonimie, nie sądzę, żeby to dla któregokolwiek mężczyzny było jakimś wyróżnieniem, że kobieta z którą zaczyna współżyć, dajmy na to nawet po ślubie, jest dziewicą i to on dokonuje defloracji swojej ukochanej, gdyż najważniejsze jest to, czy się kochają. Przechodząc do samego współżycia po ślubie, nie wiem czy zauważyłeś/łaś, że na świecie są ludzi o umiarkowanej wierze, takie jak, choćby ja, które nie do końca zgadzają się z dogmatami Kościoła, oraz tym co przekazał nam Bóg, na kartach Pisma Świętego. Osobiście uważam i znam wiele osób, które tak uważają, że seks jest dla ludzi odpowiedzialnych, do tego nie potrzeba ślubu... Trzeba być tylko w pełni świadomym, w co się człowiek pakuje i jakie mogą być tego konsekwencje... I tu od razu przejdę do tematu, rozpoczętego przez Vyrobka. W pełni zgadzam się z tym, co napisała. Mianowicie, chodzi o to, że panuje w Kościele tendencja, do narzucania swojej woli, niestety, pewne wciskanie na siłę zostało nam chyba jeszcze z wypraw krzyżowych... Chodzi o to, że katecheci, których spotkałem dotychczas na swojej drodze, próbowali na siłę prawić mi frazesy, o tym, że seks wyłącznie po ślubie, a jeśli przed to jest to bardzo ciężki grzech... Tylko jeszcze żaden z duchownych nigdy w życiu mi nie wspomniał, że żyję według swojego sumienia i będę z tego rozliczony, czy chcę, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piotr B. pisze
    Któryś dzień przyglądam się tej dyskusji. Widzę, że zrobiło się ciekawie. Bliski jest mi pogląd anonima/ anonimki. Wreszcie znalazłem czas żeby coś napisać więc napiszę. Chcę trochę obronić anonimkę/ anonima. Po pierwsze wydaje mi się, że nie chodziło jej/jemu o biologiczne dziewictwo ale o przeżywanie najgłębszych uniesień tylko z małżonkiem. Wiem, że nie jest łatwe doczekanie się do ślubu kiedy ręce aż same wędrują w stronę guziczków bluzki ukochanej. Ale chyba jednak warto zaczekać, a tymczasem po prostu nauczyć się ze sobą gadać i rozwijać relacje międzyosobowe. Bo dupczyć każdy potrafi. Mam dwie zaznajomione pary, które poczekały do ślubu i powiedziały, że warto było. Po prostu oddają się tylko tej osobie z którą chcą dzielić całe życie. Myślę, że warto szanować a nawet promować taki pogląd. Niestety wspomniany problem jednostronności występuje w dzisiejszym świecie iwręcz odwrotnie promuje tylko seks bez ograniczeń.. To jest dopiero jednostronność.
    Mam też znajomych którzy szybko zaczęli współżyć i czasami mi się wydaje, że łączy ich tylko łóżko w myśl powiedzenia „łóżko wszystko wyciągnie”. Są oni dobrymi partnerami seksualnymi i nic więcej. Pytam się tylko co będzie z ich związkiem gdy ona będzie przekwitać? Seks jest pięknym elementem miłości. Jeżeli chłopak i dziewczyna podobają się sobie seksualnie to wszystko wskazuje, że będzie dobrze im w łóżku. Teraz pora popracować nad współżyciem w sensie budowania relacji, a nie tylko tym intymnym. Chyba od tego jest właśnie narzeczeństwo aby pracować nad relacjami a nie nowymi pozycjami seksualnymi. Po ślubie przyjdzie czas na ostry seks.
    Widzę, że nastąpił tu pojazd katechetek. Wiem, że niektóre są takie mamlane. No ale ja w końcu już za kilka miesięcy też będę miał praktyki właśnie z uczenia religii. Więc proszę mnie nie wrzucić do jednego worka z tamtymi. Można ze mną jakoś normalnie pogadać o seksie. Cała chrześcijańska nauka opiera się na miłości Boga i drugiego człowieka. Przykazania są po to by nam się lepiej żyło.
    Marek odpisał anonimowi/ anonimce, że są ludzie o umiarkowanej wierze. W związku z tym że zgadzam się z anonimem to czuję się że zasugerowano nam nazwę oszołomów lub delikatniej- ludzi o nieumiarkowanej wierze. Pojęcie umiarkowanej wiary jest w tym kontekście dla mnie oburzające. Wiary nie traktuje się jak supermarket, żeby wybierać z niej tylko to co mi pasuje, a te trudne rzeczy tłumaczyć po swojemu. To że np. nie potrafię sprostać jakiemuś przykazaniu to nie znaczy, że mam go odrzucić, bo mam umiarkowaną wiarę. W wierze raczej chodzi o to by się jasno określić. Często mamy z tym problemy. Zamiast zadowalać się umiarkowaną wiarą może lepiej wyszeptać takie zdania: Panie Boże! – trudne są Twoje przykazania, ciągle je łamię, nie rozumiem wszystkiego, ale chciałbym je zrozumieć i wypełniać. Dodaj mi do tego siły…itd………… I tak powtarzać codziennie, codziennie, codziennie choćby przez kilka lat. Gwarantuję Ci, że wtedy zmieni się Twoje podejście do wielu spraw. Nawet nie będziesz wiedział kiedy. Tylko trzeba mierzyć wysoko być wytrwałym a przede wszystkim potrzeba nam chęci. Amen.

    ….i raczej w sposób nieskrępowany bym to tłumaczył dzieciom na religii choć powiało nutką kazania i odbiegliśmy nieco od tematu

    OdpowiedzUsuń
  10. tabákový výrobek20 marca 2010 16:00

    Nie nastąpił żaden 'pojazd' katechetek. Wszystko odnosiło się do tego, że jednym z ich zadań jest przekazywanie religijnej, wyznaniowej części wychowania seksualnego. W tym temacie to jest ich cel, po to kończyli odpowiednie studia, itp. tak jak Ty teraz. Napisaliśmy jasno, że chodzi o nauczyciela z prawdziwego zdarzenia 'przeznaczonego' tylko do edukacji seksualnej, a katecheci niech zajmą się religią, to jest ich zadanie. Proooszę, czytajcie ze zrozumieniem.

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja Wam powiem, że mi to jest ganz egal kto z kim i dlaczego. Chcą, mają możliwość, chętnego/chętną pod ręką- ich sprawa.
    Nikt nikogo nikomu do łóżka nie wpycha(a ja nikogo wyciągać z niego nie będę), a skoro czują taką potrzebę powtarzam- nic mi do tego. Każdy sam powinien myśleć za siebie i ponosić konsekwencje swoich działań- wszystko.
    Bardziej już mnie wkurza szablonowych haseł i konwenansów, i cała ta związana z tym hipokryzja, bo albo faktycznie jesteśmy pro-virgin, czy co było wcześniej wspomniane wierzymy, albo nie. I rację ma Piotr bo wiara to nie szwedzki stół.
    A swoją droga pojmowanie wiary jako jakiegoś odnośnika jest moim zdaniem raczej kwestią umową, jeśli nawet nie przesadzoną- bo ateista nie równa się perwersyjny nimfoman, a katolik- seks po i kalendarzyk. Nie można generalizować to raz, a dwa wszystko zależy od człowieka nie od tego co powie o naszej karmie Budda, który swoją drogą do łóżka nikomu nie zaglądał i mówił jedynie o tym, by nie krzywdzić innych przez seks.
    A jak widać(co już pomału staje się tu nudnym truizmem) w naszym z gruntu katolickim społeczeństwie jest tak a nie inaczej. Także większego sensu nie ma wiązanie tego ściśle z wiarą, bo na dobrą sprawę ludzi robiących coś, albo właśnie nierobiących czegoś z gestii wiary, jest nie oszukujmy się nie za dużo.
    A co religia to obyczaj, i tak u Eskimosów na przykład gospodarz może zaproponować gościowi własną żonę na noc. Jeżeli ona się na to oczywiście zgadza.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piotr B. pisze
    Izo! Tu nie chodzi o zaglądanie komuś do łóżka, a raczej o dyskusję o tym co dobre dla człowieka. Fajnie, że o tym dyskutujemy. Jeżeli przyjmiemy fałszywe hasło „każdy ma swoja prawdę” to lepiej się każdemu zamknąć w swoim wyimaginowanym świecie i w nim żyć. Inni ludzie są wtedy niepotrzebni. Twierdzeniem każdy niech se robi co chce można uciąć połowę dyskusji, a ten blog jest chyba po to żebyśmy dyskutowali. W finale i tak każdy może postąpić jak będzie chciał. My tu nie krytykujemy ani chwalimy konkretnych ludzi lecz zachowania. Marek porusza dużo problemów światopoglądowych, a więc często łączą się one z wiarą. Mało który ze znanych mi blogów jest tak żywo komentowany jak blog MarkaOgólnie to dobrze, że potrafimy dyskutować też o rzeczach poważnych. Pozdrawiam wszystkich, a w szczególności tych rozpalonych dyskusją.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, tak ja to wszystko rozumiem.
    Ale chodzi mi po prostu o to, że zamiast zajmować się umoralnianiem innych i mówieniem, jak powinno być, a co jest 'be', lepiej zająć się sobą. Bo tak, czy siak, co sam z resztą zauważyłeś, każdy finalnie zrobi swoje. No oczywiście znajdzie się zawsze grupa, która która pod wypływem tego co usłyszy, przeczyta zmieni swój punkt widzenia- tego nie neguję, także jak najbardziej warto rozmawiać, ale rozmawiać, a nie próbować ludzi zmieniać na własną modłę.

    A jeśli chodzi o to 'zamykanie w wyimaginowanym świecie'- samo posiadanie odmiennego zdania na jakikolwiek temat nie jest moim zdaniem żadną blokadą przed innymi, na chłopski rozum- to by było technicznie nie możliwe. Bo przecież daleko szukać nie trzeba, grupy znajomych, przyjaciół każda, jak to wos-owo zabrzmi, jednostka może mieć całkowicie inny,kolosalnie inny pogląd na cokolwiek począwszy od kwestii najbardziej błahych po te górnolotne- i nie stanowi to przeważnie nieprzekraczalnych barykad. Ludzie różnych wyznań też za siebie wychodzą, nawet dzieci mają- potrafią być razem mimo przepaści kulturowej, czy religijnej głębokiej jak rów mariański.
    Generalnie jest wiele czynników, które wpływają na relację między ludzkie- i przeważnie przeważają punkty styczne. Trzeba tolerować innych(tak, to jest kolejne oklepane hasło, ale przeboleję), i czy nam się to podoba, czy nie nikt nie będzie tańczył jak mu zagramy, i tak właśnie- każdy ma prawo mieć własną prawdę, póki nie krzywdzi tym innych- mamy to nawet zagwarantowane w konstytucji.
    Przepraszam, ale przyjmuję to fałszywe hasło.

    OdpowiedzUsuń
  14. Piotr B. pisze
    Zostałem źle zrozumiany. Nie powiedziałem, że nie masz prawa do własnego zdania. Zasugerowałem, że mówienie, że każdy ma swoją prawdę i tyle- jest próbą zamknięcia ust innym. Jeszcze raz podkreślę, że zdanie to ukazuje bezsens naszych dyskusji. A ja nie uważam żeby one było niepotrzebne czy bezsensowne. Próbą zamknięcia ust innym może być też zdanie: zamiast zajmować się umoralnianiem innych i mówieniem, jak powinno być, a co jest 'be', lepiej zająć się sobą. Jeżeli byśmy przyjęli taki punkt widzenia to wszystkie dyskusje na tym blogu nie mają sensu. (A to że powinno się najpierw zająć sobą to prawda). Jednak całe życie człowieka w społeczeństwie polega na odkrywaniu wspólnych wzorców i wartości. Mniej lub bardziej udanym wyrazem tego jest np. wspomniana przez Ciebie Konstytucja. Każdy z nas pragnie aby inni podzielali jego poglądy. I to jest normalne. Dyskusje są też po to by się nawzajem przekonywać trzeba tylko pamiętać o kulturze i szacunku. Staram się o tym pamiętać i myślę, że zarzut zmieniania ludzi na własną modłę (o ile kierowany jest do mnie) jest w tym wypadku całkowicie bezpodstawny.

    OdpowiedzUsuń
  15. Piotr B. pisze
    A tak wogóle to może wróćmy do tematu

    OdpowiedzUsuń
  16. Iza pisze...
    "Tak, tak ja to wszystko rozumiem.
    Ale chodzi mi po prostu o to, że zamiast zajmować się umoralnianiem innych i mówieniem, jak powinno być, a co jest 'be', lepiej zająć się sobą".

    Przepraszam, ale to stwierdzenie zalatuje mi bardzo egoizmem. Tak to już z nami jest, że żyjemy w SPOŁECZEŃSTWIE, a żyjąc w społeczeństwie musimy przestrzegać NORM SPOŁECZNYCH. Te normy przyjmują często formę norm prawnych, za których nieprzestrzeganie (mówiąc w uproszczeniu) społeczeństwo przewiduje różne sankcje.
    Wyrazem wielkiego egoizmu i fałszywej wolności byłoby gdyby każdy robił to, na co ma ochotę. W procesie rozwoju cywilizacyjnego społeczeństwa ukształtowały nie tylko normy zachowania, ale i pewne wzorce.

    W naszej kulturze na przykład założeniem jest, że życie seksualne podejmuje się po ślubie. Chyba każdy zgodzi się ze stwierdzeniem, że np. dziewczyna, o której wiadomo, że jest łatwa, zmienia często partnerów seksualnych, daje na lewo i prawo, nie jest traktowana z tego powodu z szacunkiem, plotkuje się na jej temat, określa jako "puszczalską" czy też "kurwę". Taki jest odbiór społeczny tego zjawiska, mimo że z pewnością w całej masie, jaką jest społeczeństwo znajdą się też ludzie, którym to nie będzie przeszkadzało.

    I wzorcem społecznym, normą, w większości społeczeństw jest to, że dorośli ludzie zawierają ze sobą małżeństwo, które w założeniu ma być trwałe (tak, nawet małżeństwo świeckie ma być trwałe) i właśnie małżeństwo jest instytucją społeczną, w której ma się realizować "pożycie" (czyli mówiąc kolokwialnie "pieprzenie się"), także w celu prokreacji (bo aby państwo mogło funkcjonować i się rozwijać, potrzebuje obywateli).
    To jest ta norma, pewien wzór, to "umoralnianie". Żadne państwo świeckie nie daje swoim obywatelom wzorca "róbta co chceta", czy przekładając na tematykę tej dyskusji "niech się każdy pieprzy z kim chce i kiedy chce". Jakby w społeczeństwie każdy mógł robić to co chce, to społeczeństwo szybko by się unicestwiło, także jakby chodziło o to "robienie czego się chce" w sferze seksualnej (choćby dzięki istniejącym chorobom przenoszonym drogą płciową, oraz nowym chorobom które by się z czasem pojawiły).

    Reasumując: umoralnianie jest bardzo potrzebne, dlatego społeczeństwo posiada w danym czasie konkretne normy społeczne, normy moralne. I oczywiście mamy zajmować się też sami sobą - ale jako członkowie społeczeństwa mamy dążyć do przestrzegania tych norm, norm które są dobre dla społeczeństwa jako całości.

    Nie wgłębiając się już za bardzo w normy religijne, chciałbym zauważyć, że w zasadzie wyrażają one to co zwykłe normy społeczeństwa świeckiego, jedynie dając na pierwszy plan argumenty o innym charakterze.
    Ale w zasadzie chodzi o to samo.
    Przy czym to wtykanie nosa w cudze sprawy w tym wypadku należy uzasadnić tym, że jeżeli ktoś grzeszy, należy go upomnieć. Proste i oczywiste. Zła po prostu nie można tolerować, np. po to by kreować się na osobę "otwartą" czy też "nowoczesną". I nie ma w tym nic do rzeczy, że człowiek upominający sam nie koniecznie jest kryształowy.

    W.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie chodziło mi tu absolutnie o Ciebie Piotrze, i jeśli tak o odebrałeś to przepraszam- nie to miałam na celu. Chodziło mi wyłącznie o to, że niektórych nie da się przegadać, bo uważają, że ich zawsze musi być na wierzchu, wiedzą najlepiej co jest dobre, słuszne etc.

    ad Anonimowy
    egoizmem byłoby uważanie, że nasze zdanie, czy pogląd na dany temat jest najlepsze i każdy kto się z nami nie zgadza nie ma racji, a nie pozostawianie innym swobody zachowań przy jednoczesnym zajęciu się sobą- przyjrzeniu się lepiej własnemu zachowaniu, zanim zaczniemy krytykować zachowania innych. Ale dobrze, skoro Twoim zdaniem jest to przejaw egoizmu, nie pozostaje mi nic innego jak przyjąć to do wiadomości- Twoje święte prawo.
    Ale nie do końca mogę zgodzić się ze stwierdzeniem 'nie ma w tym nic do rzeczy, że człowiek upominający sam nie koniecznie jest kryształowy'. Bo to jest trochę bez sensu. No bo jak to? Robimy źle, a mamy prawo upominać innych? Jak już przedstawiamy jakiś punkt widzenia to powinniśmy go reprezentować, bo co nam po pustosłowiu? Ważne jest to co człowiek robi a nie mówi.
    I jasne, że są normy moralne, religijne i, że pewne zachowania będą podobnie przez większość odbierane. I wcale nie chodzi mi o to żeby jakiekolwiek normy łamać, Sodoma i Gomora etc- to by była już chyba nadinterpretacja.
    Wcale nie twierdzę, że to co tu piszę jest racjonalne, nawet nie tyle słuszne, bo równie dobrze gro odbiorców odbierze to za bezwartościowy bełkot, czy w ogóle ktoś się pod tym podpisze- to jest najzwyczajniej w świecie moja subiektywna opinia, z którą nikt się zgadzać nie musi- ja widzę to tak, inni inaczej, i sehr gut.

    OdpowiedzUsuń
  18. No to ja chyba mam problem teraz, bo będę musiał przyspieszyć prace nad nowym wpisem, felietonem, jak zwał, tak zwał. Za bardzo odbiegliśmy od tematu, bo nie mieliśmy mówić, o umoralnianiu, czy normach społecznych, a o złej edukacji seksualnej, czy naszych spostrzeżeniach dotyczących ogarniającego nas seksu i erotyzmu.

    OdpowiedzUsuń
  19. Do wszystkiego trzeba dorosnąć. Seks jest czymś z czym nie powinno się śpieszyć. Powinniśmy dobrze przemyśleć tą decyzję.
    To co dzieje się w dzisiejszych czasach staje się coraz bardziej przerażające. Dzieci, tak bo tą są jeszcze dzieci, zaczynają współżyć w wieku 15-16 lat. Im się wydaje, że to tylko przyjemność, ale z tej przyjemności może wyniknąć obowiązek na całe życie. Przecież nie o to w tym wszystkim chodzi! Owszem, seks jest przyjemnością, ale jest też odpowiedzialną decyzją, która rzutuje na nasze życie.
    Myślę, że dziewictwo nie jest niczym wstydliwym. To powód do dumy! W dzisiejszych czasach niewiele dziewczyn dotrzymuje dziewictwa do ślubu, a szkoda, bo to coś cennego, coś co powinno być złączeniem dwóch kochających się osób, które są pewne, że chcą być ze sobą do końca życia. Wydaje mi się, że facetowi zależy na tym, aby jego ukochana kobieta nie dała wcześniej dupy żadnemu innemu, żeby to on był tym pierwszym i jednym.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ależ Wy to czarno-biało przedstawiacie! seks po ślubie= "erotyzm", "spełnienie", "oddanie", "złączenie dwóch dusz". Seks przed ślubem= "dawanie dupy", "dupczenie" czy "puszczanie się". Jasne, że demonizujecie trochę na podtrzeby ujaskrawienia poglądów, ale bez przesady! Co złego jest w seksie dwóch kochających i szanujących się ludzi, nawet jeżeli nie są swoimi pierwszymi, ostatnimi, jedynymi? Wybaczcie ale facet dla którego większą wartośc od prawdziwej, trwającej Miłości ma kawałek błony jest śmieszny. W ogóle tekst o "wyróżnieniu kogoś dziewictwem" zaleciał mi 'zdobywaniem' mizuage w dawnej Japonii- może przesadziłam, ale przyrzekam, że takie było moje pierwsze skojarzenie -kto czytał "Wyznania gejszy" i kojarzy doktora Kraba- zrozumie). Uważam, że seks jest przede wszystkim dla ludzi zakochanych, dojrzałych i potrafiących się nim mądrze (czyli z zabezpieczeniem) cieszyć- reszta jest nieważna. Zgadzam się z Wami, że dziewictwo nie jest wstydem i warto czekać na właściwą osobę, ale nie zawsze udaje się być z tym kimś do końca życia a brak papierka absolutnie nie umniejsza wartości czy piękna intymnych chwil. W ogóle to nie lubię teoretyzować, a te wszystkie dziecięco-nastoletnie 'seksualne' wybryki spuentuję tak: jednym szybciej rozwija się mózg a innym macica i tak chyba było i będzie zawsze.
    gochna

    OdpowiedzUsuń
  21. Piotr B. pisze
    Odniosę się do dwóch wątków poruszonych przez moją Poprzedniczkę.
    Sprowadzając dziewictwo do fizjologii (kawałka błony) albo nie zrozumiałaś sensu wypowiedzi poprzedników albo celowo chcesz ośmieszyć te poglądy spłycając je. Bo jeżeli chodziło by o samą deflorację pochwy, przerwanie błony to faktycznie było by to śmieszne. Tu jednak chodzi o coś znacznie głębszego. (I żeby ktoś znowu tego płytko i fizjologicznie nie zrozumiał to tu nie chodzi o cos głębszego od pochwy czyli drogi rodne i macicę tylko chodzi o wartości które wielu z nas szanuje i stara się nimi żyć).
    Z tym czekaniem do ślubu o którym tu się rozpisujemy to dużo zależy co dla kogo znaczy ślub. Więc upraszczając można wyróżnić dwie grupy.
    Pierwsza z nich bierze ślub bo chcą dostać taniej mieszkanie, zapomogę rodzinną, jest presja rodziny lub po prostu chcą sformalizować swój związek. Moja poprzedniczka posunęła się dalej i nazwała ślub papierkiem.
    Jest też druga grupa osób. Osoby te uznają że w życiu istnieją określone momenty przełomowe. Takimi momentami mogą być: narodziny, pójście do przedszkola, osiągnięcie dojrzałości fizycznej, zdanie matury, ślub, awans, przejście na emeryturę, śmierć itp. Momenty przełomowe wiążą się z konkretnymi zmianami w życiu. Tak też jest ze ślubem który jest tym momentem w którym zakochani chcą się oddać sobie na zawsze- dlatego też po ślubie będą regularnie oddawać się sobie w sensie fizycznym. Kiedyś musi być ten moment przełomowy i warto aby był on jasno określony (po to zasady). Osoby te w momentach przełomowych proszą Boga o opiekę na nowej drodze życia. I tak jest podczas ślubu kościelnego gdy miłość ludzka łączy się z miłością Bożą. Para zakochanych przychodzi prosić aby Chrystus połączył ich związek. To jest istota tego ślubu. Jak widać chodzi tu znowu o wiarę której znaczenie dla danego człowieka rzutuje na jego poglądy.
    Tak więc nie dla każdego ślub jest tylko papierkiem i formalnością. Stąd też wynikają te tarcia światopoglądowe zarówno na tym blogu jak i w sferze publicznej np. polityce. Przy okazji mamy tu dobry przykład, że sprawy światopoglądowe nie są sprawą prywatną jednostek społecznych.
    Kończąc chcę powiedzieć, że nigdy nie wiem jak w życiu się potoczy, bo jestem tylko człowiekiem ale dążę i będę dążył do tego aby znaleźć się w tej drugiej grupie osób które opisywałem powyżej.

    OdpowiedzUsuń
  22. tabákový výrobek23 marca 2010 17:22

    Właściwie często seks przed ślubem jest rozumiany jako coś złego. A kto powiedział, że osoby, które nie są małżeństwem nie kochają się naprawdę? Czy w momencie powiedzenia sobie 'tak' zaczynają kochać się bardziej?

    OdpowiedzUsuń
  23. Piotr B pisze
    Tabakovy vyrobku, Karolino tu chodzi raczej o to co pisałem powyżej o drugiej grupie osób, o drugim spojrzeniu na ślub. Przeczytaj dokładnie o co mi chodziło (Patrz- Bóg, moment przełomowy, przysięga, fizyczne oddanie się itd).
    Tak na marginesie to ja muszę się uczyć na kolokwium na studia, a ten blog mnie od tego odciąga he he

    OdpowiedzUsuń
  24. tabákový výrobek23 marca 2010 17:44

    Odnosiłam się do gochny ;)
    Idź się uczyć.

    OdpowiedzUsuń
  25. "Właściwie często seks przed ślubem jest rozumiany jako coś złego" - Karol, tak jest, bo żyjemy w kraju katolickim, i nawet jeśli 90% społeczeństwa nie wierzy/nie praktykuje etc, to ma w sobie jakieś tam katolickie wzorce zachowań, nawet jeśli ich nie uznaje i nie przestrzega. A jak już było napisane w wirze katolickiej seks przed ślubem jest czymś niewłaściwym. I to nie jest kwestia kochania się na prawdę czy powiedzenia 'tak'. Po prostu ślub (w pojęciu katolickim) jest zapieczętowaniem miłości i niejako gwarancją na to, że będzie wieczna, a seks jest czymś przeznaczonym dla ludzi którzy chcą być ze sobą do końca, że już nie wspomnę o tym o czym nikt tu jeszcze nie pisał, że jego podstawową funkcją jest rozmnażanie. Popatrz ile mamy matek samotnie wychowujących dzieci. Wszystko na ten temat ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Piotrze B...
    Nie miałam na myśli samej fizjologii- dla mnie jeżeli kogoś kocham tak mocno, że chcę oddać się mu fizycznie nie ma znaczenia co on robił kiedyś z innymi kobietami. Ważne, ze teraz jest mój a ja jego. Teraz. I oczywiście w przyszłosci, bo kochajac kogoś zawsze wierzymy, że to miłośc na wieki. Nie zawsze się udaje. A co do przykładu przy okazji dot. polityki itp.- dlatego jestem zwoleniczką wolności wyboru- skoro ufasz Bogu i tak wypełnisz jego wolę, więc niepotrzebne są normy prawne bezwzględnie zakazujące/nakazujące coś niewierzącym 'grzesznikom'. Oni też mają moralnośc, sumienie i mózg.

    tabákový výrobku...
    może czują się wobec siebie bardziej zobowiązani? w Polsce nadal choćby posiadanie dzieci jest o wiele łatwiejsze (ze względów zarówno prawnych jak i społecznych- zawsze znajdzie się jakaś życzliwa sąsiadka z dziką radością obmawiając 'bękarta')po ślubie. Oczywiście nie mówię tu o 'drugim spojrzeniu Piotra', które rzeczywiście zmienia postać rzeczy, ale szczerze: ilu ludzi tak patrzy na świat nie poprzestając na samym patrzeniu?
    I wreszcie, to co poruszyła Makrogameta: życie weryfikuje nawet najprawsze poglądy, wystarczy spojrzeć na liczbę rozwodów.
    gochna

    OdpowiedzUsuń
  27. Piotr B. pisze
    Mówisz Gochno, że nie ważne co robił chłopak z innymi dziewczynami. Ważne jest tu i teraz. Na pewno nie jest to najważniejsze ale nie wiem czy całkiem bez znaczenia. Skoro tamtym oddawał się fizycznie, ale nie oddał się im na zawsze to przecież jest większe prawdopodobieństwo że to samo zrobi z Tobą. Czysta psychologia- czym częściej przekramy jakieś granice tym łatwiej nam je przekraczać. Nie chcę tu powiedzieć jednak, że ludzi którzy nie mają kryształowej przeszłości trzeba od razu skreślić. Każdy z nas ma coś za pazurami Ale chyba rozumiecie o co mi chodzi.
    A tak przy okazji żeby było jasne. Ja Cię Gochno nie potępiam tylko z Tobą polemizuje.
    A co do norm kodyfikowanych prawnie to też nie jest to takie proste. Mogę Ci podać dziesiątki sytuacji z niektórych krajów UE odwrotnych do tego co napisałaś. Sytuacji w których prawo łamie sumienia jednostek. Nie rozpiszę się o tym bo dyskusja by zeszła na inny tor. Ale wyżej ktoś troszkę liznął ten temat w polemice z Izą.
    Piszesz też Makrogamecie, że życie weryfikuje nawet najprawsze poglądy. Tak weryfikuje. Ale ludzie którzy mają ideały –dążą do nich. I sporej części udaje się zbliżyć do swoich ideałów. Gdyby nie mieli tych ideałów to nie byłoby pośród nas tych ludzi prawych. Dlatego myślę, że warto wysoko mierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  28. żeby trafić raz a dobrze trzeba mieć na prawdę szczęście, ale życzę powodzenia.

    No przecież, jasne każdy by chciał żeby było długo i szczęśliwie, i żeby ten ostatni był pierwszym zarazem- i to, że tak powiem w pełnym pakiecie. Ale to co było już wcześniej napisane, a pod czym się podpisuję obiema rękami- życie weryfikuje. I nawet dążąc do tego ideału noga nie raz się powinie. I nie ma w tym nic złego! A 'second-hand man' nie jest kandydatem drugiej kategorii. Generalnie rzecz biorąc podzielam zdanie Gochny.

    A wracając jeszcze raz do tych ślubów, Bardzo ładnie Piotrze o tym napisałeś, i dla Ciebie pewnie jest to rzeczą oczywistą i zrozumiałą, jednak moim zdaniem większość par wstępujących w związek małżeński nie podchodzi to tego w sposób tak głęboki, i nie analizuje istoty ślubu na tej płaszczyźnie. I nie twierdzę przy tym, że to jest dobre, bo skoro już ktoś deklaruję złożenie przysięgi w kościele przed, z założenia, Bogiem to powinien po pierwsze wierzyć, po drugie być świadomym istoty całego tego procederu, a nie iść tam tylko po to żeby spełnić marzenie z dzieciństwa i wyjść w tej białej sukni, bo tak by wypadało, czy żeby podtrzymać fajną tradycje- welon te sprawy. Mija się z celem. Imprezę można też zrobić po cywilnym.

    OdpowiedzUsuń
  29. Widzę, że burza komentarzy powstała. Fajnie. Z drugiej strony szkoda, że wyczerpało to Was intelektualnie i nastała cisza "PO" burzy. Zero wpisów... :P

    OdpowiedzUsuń
  30. tabákový výrobek7 kwietnia 2010 20:18

    Odezwał się najbardziej wycieńczony dyskusją ;*

    OdpowiedzUsuń
  31. jeśli można- wyczerpał się temat. Bezcelowa wydaje mi się monotematyczność i wałkowanie jednego, tego samego wątku non stop, bo chyba wszyscy zainteresowani wyrazili swoje zdanie i nie ma potrzeby analizować tego po raz n'ty.

    Hmm, a może Ty Piotrze zaczął być pisać bloga? Gdzie częstotliwość wrzucania wpisów byłaby niebagatelnie wyższa niż u Marka, co spowodowałoby nasze przebudzenie i wyrwanie z intelektualnej agonii, a letarg poglądowy pod wpływem nowych bodźców zniknie?

    OdpowiedzUsuń